niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział 17

Z racji tego, że 17 lat temu w piątek 24 stycznia 1997 roku przyszła na świat pewna mała istotka, która do dziś jest rozkoszna i słodka, lecz również trochę stuknięta i dziwna XD wstawi wam ona dzisiaj notkę abyście się nie nudzili tylko czytali, bo czytanie to ważna rzecz ;)



*Per. Megan*
Otworzyłam drzwi do ich domu i poszłam na górę. Miałam jakieś dziwne przeczucia, ale miejmy  nadzieję, że są omylne. Zapukałam do drzwi pokoju Jamesa. Odpowiedziała mi głucha cisza.
- James, to ja Megan. Proszę otwórz drzwi.
I znowu ta cisza.
- James wiem, że mnie słyszysz. Otwórz te drzwi. Gdy kolejny raz nie odpowiadał zaczęłam się martwić. A co jeśli coś sobie zrobił? Nie darowałabym sobie tego nigdy.
- Dla twojej wiadomości Maslow, nie odejdę stąd dopóki nie otworzysz mi tych pieprzonych drzwi!
Byłam na prawdę zdenerwowana, ale skoro chciałam z nim rozmawiać musiałam się uspokoić. Usiadłam więc pod tymi drzwiami i czekałam. Jak się okazało nie na marne, bo po krótkiej chwili usłyszałam zgrzyt zamka i słowa Maslowa:
- Wejdź.
Wstałam i weszłam do pokoju. Chłopak stał plecami do mnie i patrzył się w okno.
- Nie chcę być niemiły, ale po co przyszłaś?
- Pogadać.
- Pogadać? Nie, dzięki. Nie mam ochoty.
- Na pewno?
- Na pewno. - odpowiedział, lecz czułam w jego głosie, że jednak ma inne zdanie.
- Zapytam jeszcze raz: na pewno.
Nastała cisza, a potem ledwo słyszalne słowo: nie. James usiadł na łóżku ze wzrokiem wbitym w podłogę.
- Ja... Ja sobie z tym nie radzę. - powiedział a ja usiadłam obok niego.
- James, nie chcę nalegać, ale jak się wygadasz może będzie ci lżej? - zasugerowałam.
- Może masz rację. Ale wiesz... Ciężko mi o tym mówić.
- Spokojnie. Weź głęboki oddech i mów to co ci leży na duszy.
- Tak bardzo mi na niej zależało. Kochałem ją. Tak prawdziwie, całym sobą. Wszystko bym dla niej zrobił. Byliśmy razem tacy szczęśliwi.
- Długo byliście razem?
- Prawie półtora roku. Chciałem się jej nawet w pewnym momencie oświadczyć ale stwierdziłem, że jeszcze jesteśmy za młodzi.
On chciał się jej oświadczyć...
- Te wszystkie wspólnie spędzone chwile, ta radość, którą mi dawała. To było niesamowite.Przy niej czułem się najszczęśliwszym facetem na świecie. A teraz w jednej chwili wszystko się spieprzyło. Odeszła zostawiając świstek papieru, w którym napisała, że mnie nie kochała. Rozumiesz? Chciała tylko kasy. Przez ten cały czas mnie okłamywała. Napisała, że odchodzi z innym.
Wiedziałam, że ciężko mu o tym mówić, ale pomimo to nie przerywałam mu.
- Jeszcze jakby tego było mało drwiła ze mnie w tym liście i się zemnie wyśmiewała. Nie masz nawet pojęcia jak to cholernie zabolało. A teraz nawet nie chce mi się już żyć. Nie mam dla kogo. Ona odeszła.
- James przestań gadać głupoty. Jasne, że masz dla kogo żyć. Rodzina, przyjaciele, fani. Oni cię kochają zawsze i bezgranicznie. Dla nich jesteś bardzo ważny. Rozumiem, że ci teraz ciężko, ale nie możesz się poddać. Przyznaj się: ile siedzisz tu zamknięty?
- Odkąd przeczytałem ten list od... niej.
- Nie możesz tak dalej żyć. Bridget nie jest jedyną dziewczyną na świecie. Wiem, że spędziliście ze sobą mnóstwo pięknych chwil, ale czy po tym co ci zrobiła warto się aż tak przejmować? Warto zaprzątać sobie myśli osobą, która cię nie szanowała. Dla której byłej tylko kimś od kogo mogła wyciągnąć kasę? Która udawała uczucie do ciebie?
- Chyba... nie.
- Nie "chyba" James, tylko na pewno. Jestem pewna, że nie zapomnisz o niej z dnia na dzień, ale musisz być silny i dalej iść przez życie. Nie daj jej tej satysfakcji. Bądź szczęśliwy. Bądź sobą.
- Dziękuję Megan.
Chłopak mnie przytulił i chyba lekko się uśmiechnął.
- Znajdziesz jeszcze dziewczynę, która będzie cię kochała takim jakim jesteś, dla której bez względu na wszystko będziesz całym światem. Wiem, co mówię.
- Pewnie masz rację. Ale teraz i tak nie chcę się pakować w nic nowego. Muszę zająć się sobą i pracą.
- Wreszcie mówisz sensownie. A teraz marsz do łazienki się odświeżyć, przebrać w jakieś normalne ciuchy i marsz na dół do kuchni.
- Przepraszam bardzo: masz coś do mojej piżamy? - spytał trochę żartobliwie.
Cieszyłam się, że się trochę rozweselił. 
- Jest nawet spoko. Ale zmień ją, dobrze ci radzę.
- No niech ci będzie.
Poszłam do kuchni i zaczęłam myszkować co by tu zrobić Jamesowi do jedzenia. Postanowiłam przyrządzić mu tosty. Proste, szybkie i pożywne.
- Ładnie pachnie - niezauważalnie wszedł do kuchni Maslow.
- Dzięki. A teraz siadaj i zajadaj.
Zjadł wszystko. Było widać, że od pewnego czasu nic nie jadł.
- Megan?
- Tak?
- Dziękuję ci za wszystko. Za wysłuchanie, za rozmowę, za rady, za pyszne tosty i w ogóle za wszystko.
- Nie ma za co. Każdy na moim miejscu zrobił by to samo.
W tym czasie drzwi frontowe się otworzyły i pozostała trójka zespołu wparowała do środka.
- Hej.
- Hej.
- James, wyszedłeś z pokoju? Jak? - nie dowierzał Logan.
- Wiesz: najpierw wstałem , a potem używając nóg znalazłem się w kuchni.
- Bardzo zabawne. Bardzo. - odpowiedział Henderson.
Może i to nie był ten sam James co wcześniej, ale widać, że się bardzo stara.
- Megan, nie wiem co zrobiłaś ale jesteś cudotwórczynią. - pochwalił mnie Los.
- Ty mnie tak nie zachwalaj bo więcej wam nie pomogę. Teraz lecę do domu. A i mam prośbę: wpadnijcie jutro do nas to omówimy urodziny Vic.
- Ok. Przyjdziemy. - odpowiedział dotąd milczący Kendall.
- To ja idę. Pa.
- Pa.

***************
No i jak się podoba? Bo ja jestem zadowolona :)
Jak myślicie: czy James w końcu pozbiera się po Bridget? I jak miną urodziny Vic?

A TERAZ OGŁOSZENIE PARAFIALNE! XD
Zwykle pod notkami było co najmniej 10 komentarzy. Pod ostatnią było 7. Nie powinnam się smucić bo to też sporo, ale mam prośbę jak czytacie, to komentujcie, nawet krótki kom z anonima. To bardzo motywuje i widać, że chcecie czytać kolejne rozdziały. :)
8 KOMENTARZY=KOLEJNY ROZDZIAŁ :D

czwartek, 23 stycznia 2014

5000 wejść + niespodzianka :)

Moi drodzy, dzisiaj właśnie dobiliśmy do 5000 tysięcy wejść na tym blogu!!! :D
Chcę wam za to ogromnie podziękować. Daliście mi bardzo miły prezent na urodziny (które co prawda są jutro ale nie ważne XD).
Dziękuję Wam za każde wejście na bloga, za każdy komentarz i za to, że chcecie czytać to co nawymyśla mój mózg XD Jesteście wspaniali. :*
A żeby nie była to notka tylko z informacją mam dla Was pewien wierszyk o naszych kochanych chłopakach. Mam nadzieję, że Wam się spodoba :)




Bo Big Time Rush to nasza rodzina,
niech żadne z nas o tym nie zapomina.
Bo jaka by nie była minuta czy godzina,
ci czterej faceci są jak cud malina.

Kendall to romantyczna dusza,
każdego dookoła do łez wzrusza.
Blond włosy  zmierzwione
i cudne oczy zielone.
Możemy patrzeć w nie cały czas,
póki ktoś do pracy nie wezwie nas.

Kiedy Logan zaczyna śpiewać,
wszyscy zaczynają sobie polewać.
A kiedy pokaże swe dołeczki,
robi się słodki jak cukiereczki.
Nie boi się szaleństwa i ryzyka,
i ze strachu w portki nie sika.

James jak mało kto przystojny i silny,
a w szkole był chłopak z niego pilny.
Gdy z Foxem dodaje foteczki,
od razu kochamy te dwie mordeczki.
Najwyższy z tej całej czwóreczki,
na niego lecą wszystkie laseczki.

Carlos zawsze uśmiechnięty,
i bardzo pozytywnie stuknięty.
Zadowolony z życia wiecznie,
z nim zawsze jest bajecznie.
Facet wrażliwy z niego,
nie boi się okazywać tego.

Jednym słowem: BTR to cud,
który stworzył sam Pan Bóg.



Jeszcze raz wam dziękuję. Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia wkrótce :)
P.S. Nowy rozdział pojawi się w ciągu najbliższych dni ;)

niedziela, 5 stycznia 2014

Jednorazówka: Ślub Carlexy



No i proszę: nasz Carlos w końcu jest żonaty!!! Z jednej strony to trochę dziwne bo nie za bardzo pasuje mi do niego słowo mąż XD, ale z drugiej ogromnie cieszę się ich szczęściem i życzę im jak najlepiej. Wciąż pamiętam tego Carlosa z początku BTR: fajny, miły i zwariowany chłopak cieszący się życiem. A teraz: dorosły facet, który zapragnął założyć rodzinę, ale wciąż pozostał tym samym super gościem, którym był dużo wcześniej. A więc (pomimo, że tego żadne z nich nie przeczyta) wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia :D

P.S. Jednorazówka byłą pisana na konkurs przed ślubem Carlexy co oznacza, że różni się ona znacznie od oryginalnej wersji :)

*Per. Carlosa*
Piękny i słoneczny piątek. Mamy dzisiaj trzeci stycznia. Dzień  poprzedzający jeden z najcudowniejszych momentów mojego życia. Otóż jutro tu w Meksyku stanę się oficjalnie mężem Alexy Vegi. Zgadza się. Jutro się żenię. Jestem taki podekscytowany i nie mogę się doczekać tej wspaniałej chwili. Jednocześnie trochę się denerwuję, ale muszę zachować zimną krew. Zostało tak mało czasu, a trzeba jeszcze dopilnować czy kucharki wyrobią się z przyrządzaniem potraw, czy zespół będzie na czas, czy sala i kościół są udekorowane i czy moi drużbowie zdążą przylecieć na czas.
- Słońce, co się dzieje? – podeszłą do mnie moja ukochana.
- Nic. – pocałowałem ją delikatnie, jak mój największy skarb, którym była.
- Carlos, nie oszukasz mnie. Przecież widzę, że coś nie gra. – dalej zostawała przy swoim.
- Po prostu strasznie się denerwuję. Mam taki mętlik w głowię, że nawet nie wiem jak się nazywam. Boję się, że coś pójdzie nie tak, że coś nie wyjdzie.
- A myślisz, że ja się nie denerwuję?
- A denerwujesz? Nie widać po tobie.
- Wiesz, jestem w końcu aktorką. – mrugnęła do mnie – Ale ja też się strasznie denerwuję. Boję się, że w ostatniej chwili okaże się, że sukienka nie będzie pasować, albo że coś będzie nie tak z salą, albo że gościom coś się nie będzie podobało. Uwierz mi, że ja tak samo jak ty mam obawy. Ale jednej rzeczy jestem absolutnie pewna.
- Jakiej? – zapytałem zaciekawiony.
- Tego, że jutro poślubię najwspanialszego faceta na tym świecie, z którym będę szczęśliwa do końca moich dni.
- Ja również jestem pewien, że poślubię najcudowniejszą kobietę na świecie, z którą już zawsze będę szczęśliwy. Kocham cię Alexa.
- Ja ciebie też Carlos.
Pocałowałem ją z miłością, którą ją darzyłem. Jednak nie było nam dane dłużej się sobą cieszyć, bo ktoś zapukał do naszego pokoju. Okazało się, że to James.
- Witam parę młodą. – przywitał się ucieszony.
- Witaj główny drużbo. – powiedziałem.
Tak to prawda. James jest moim głównym drużbą. Ale oprócz niego są nimi: Kendall, Logan i mój brat Javi. Z kolei główną druhną Alexy miała być Mckenzie, a pozostałymi: jej druga siostra Krizia, jej przyjaciółka Olivia i dziewczyna Jamesa i zarazem nasza przyjaciółka Halston. Chcieliśmy aby poczuła, że należy do tej naszej zwariowanej paczki i bez względu na to co mówią o niej inni dla nas i przede wszystkim dla Jamesa jest ona kimś ważnym.
- Sory, że przyleciałem dopiero dziś, ale niestety nie dałem rady wcześniej.
- Spoko stary. Nic się nie stało.
- Jak wam idą przygotowania?
- W sumie nie najgorzej. Jest jeszcze kilka drobiazgów do załatwienia, ale damy sobie radę.
- Na pewno? Bo jak coś to jestem do waszej dyspozycji.
- Spokojnie, wszystko jakoś się ułoży. – uśmiechnąłem się porozumiewawczo do Alexy.
- A co z gośćmi? Dotarli już wszyscy?
- Tak, właśnie dzisiaj przylecieli ostatni i są zakwaterowani wszyscy w tym hotelu. – odpowiedziała moja przyszła żona.
- A propo muszę wam przyznać, że znaleźliście super miejscówkę. Ale przyznajcie się, że sporo wybuliliście.
- No fakt. Zakwaterowanie gości, ślub, wesele, trochę to kosztowało. Ale w takim momencie pieniądze nie są ważne. Chcemy, aby to był najpiękniejszy dzień w naszym życiu i chcemy go świętować z ludźmi, którzy są dla nas ważni więc pieniądze w takich chwilach się nie liczą.
-Święte słowa stary, święte słowa. Dobra, nie zawracam wam więcej głowy, jak coś to jestem pod telefonem. Na razie.
- Cześć.
Dalszą część tego dnia spędziliśmy biegając i załatwiając ostatnie formalności. To co mi powiedziała Alexa trochę mnie uspokoiło choć nadal się denerwowałem. Miałem nadzieję, że z czasem wszystko przejdzie.

***następnego dnia***
*Per. Carlosa*
Od rana biegaliśmy i się szykowaliśmy. Chciałem zobaczyć Lex w sukni ślubnej ale kategorycznie mi tego zabroniła, bo stwierdziła, że to przynosi pecha. Takim to sposobem panna młoda z druhnami szykowały się w jednym pokoju, a ja w drugim. Na szczęście facet nie potrzebuje kumpla to tego, żeby ten mu uczesał włosy, czy zrobił makijaż. Dlatego z chłopakami ustaliłem, że spotkamy się już w kościele. 
*Per. Alexy*
Byłam kłębkiem nerwów. Modliłam się aby wszystko poszło zgodnie z planem. Gdy już ubrałam sukienkę, dziewczyny pomogły mi z fryzura i makijażem.  

Byłam im wdzięczna za to co dla mnie robią. Same wcześniej się przygotowały, aby móc mi pomóc. 
Miały śliczne sukienki. Wspólnie je wybieraliśmy. Gdy zbliżała się ta wyjątkowa godzina udałyśmy się do kościoła. Czekałyśmy z boku tak żeby nikt nas nie zobaczył. Widziałyśmy, że chyba wszyscy goście się już zjawili więc stanęłam przed wejściem i czekałam na marsz weselny aby wejść do środka. 

*Per. Carlosa*
Czekaliśmy już w kościele: ja,
James,
Kendall 
i Javi. Brakowało tylko Logana. Wszyscy goście już zajęli swoje miejsca.
- Widzisz James, mówiłem, że coś pójdzie nie tak. Za 5 minut zaczynamy a Logana nigdzie nie widać. – panikowałem.
- Carlos spokojnie. On na pewno zaraz się zjawi. Wiesz, że to jest Logan. On zawsze i wszędzie się spóźnia. Nie martw się. Zanim się obejrzysz Logan tu przyjdzie.
James miał rację. Nie minęły dwie minuty, jak Henderson wparował do sali. 

- Carlos tak cię przepraszam. –powiedział na jednym wdechu – Miałem małe kłopoty po drodze, ale już jestem, nie spóźniłem się. Znaczy chyba.
- Dobrze, że się pojawiłeś bo Carlito już od zmysłów odchodził. – wtrącił Kendall.
- Aż tak to nie. –Kendall na mnie spojrzał z ukosa.- No dobra może odrobinę, ale to dlatego, że się stresuję.
- Stary wyluzuj. Będzie dobrze. To jest twój i Alexy dzień. Nic tego nie zepsuje. My tego dopilnujemy. – rzekł Logan.
- Dziękuję wam. Dziękuję za wszystko.
 - Od tego są przyjaciele. – uśmiechnął się James – Ale lepiej już ustawmy się bo lada moment zaczynamy.
Nie minęła minuta a rozpoczął się marsz weselny. Wtedy ujrzałem moją przyszłą żonę. Wyglądała przepięknie. Aż zabrakło mi słów aby to opisać. Przed nią szły dwie małe dziewczynki i sypały kwiaty, a za nią kroczyły dumnie jej druhny. Scena niczym z bajki.
Uroczystość mijała spokojnie, aż doszliśmy do najważniejszego momentu tej ceremonii. Do przysięgi małżeńskiej. Ksiądz poprosił abyśmy sobie podali dłonie i powtarzali za nim.
- Ja Alexa
- Ja Alexa – powtarzała moja ukochana.
- Biorę Ciebie Carlosie za męża
- Biorę Ciebie Carlosie za męża
- I ślubuję Ci
- I ślubuję Ci
- Miłość
- Miłość
- Wierność
- Wierność
- I uczciwość małżeńską
- I uczciwość małżeńską
- Oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci
- Oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci
- Tak mi dopomóż Bóg
- Tak mi dopomóż Bóg
- I wszyscy święci.
- I wszyscy święci.
Teraz przyszła kolej na mnie.
- Ja Carlos
- Ja Carlos
- Biorę Ciebie Alexo za żonę
- Biorę Ciebie Alexo za żonę
- I ślubuję Ci
- I ślubuję Ci
- Miłość
- Miłość
- Wierność
- Wierność
- I uczciwość małżeńską
- I uczciwość małżeńską
- Oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci
- Oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci
- Tak mi dopomóż Bóg
- Tak mi dopomóż Bóg
- I wszyscy święci.
- I wszyscy święci.
- Proszę o obrączki. – rzekł kapłan udzielający nam ślubu.
Popatrzyłem na Jamesa, a ten zaczął przeszukiwać kieszenie. Jedyna myśl: nie wziął ich. Lecz po chwili ku mojemu zaskoczeniu malutkie pudełko z naszymi obrączkami podał mi Logan i mrugnął do mnie. 

- Niech te obrączki będą symbolem waszej miłości teraz i na wieki wieków. – wygłosił ksiądz, po czym poprosił – Proszę, włóżcie sobie obrączki na palce.
Zrobiliśmy to o co poprosił.
- Ogłaszam Was mężem i żoną. Może Pan pocałować pannę młodą. 

Na to właśnie czekałem tyle czasu. Zbliżyłem się do Alexy i dotknąłem swoimi wargami jej ust. Czułem się jak nastolatek, który całuje się po raz pierwszy w życiu. W sumie po raz pierwszy całowałem moją żonę. „ŻONĘ” Jak to cudownie brzmi. Teraz mogę rzec, że jestem najszczęśliwszym facetem na Ziemi. Wyszliśmy z kościoła, a ludzie zaczęli w nas rzucać ryżem. Następnie przyjmowaliśmy życzenia. Niektóre z nich były zupełnie normalne, czyli: zdrowia, szczęścia, radości, miłości, wytrwałości w związku. A inne trochę śmieszne i dziwne, czyli: dużo dzieci, więcej pozytywnej nienormalności, dobrych kolacji połączonych ze śniadanie i wiele, wiele innych.
Potem postanowiliśmy zrobić sobie taką mini sesję ślubną. Zdjęcia wyszły cudowne.

W końcu udaliśmy się na salę. Były one tak jakby podwójne. Jedna z nich była to klasyczna sala w której, można było zjeść i napić się, 
a druga to była sala, gdzie zamówiony zespół grał a goście się bawili tańcząc.
Wszyscy wypili szampana, a my jako młodzi stłukliśmy kieliszki. Potem rozpoczęły się tańce. Oczywiście pierwszy należał do nas. Wszyscy stanęli w kole, a mi wirowaliśmy w środku świata poza sobą nie widząc. To była magiczna chwila.

Potem wszyscy zaczęli tańczy i bawić się, aż doszliśmy do zabaw.
Pierwsza z nich dotyczyła tylko nas. Usiedliśmy do siebie plecami i dostaliśmy dwie kartki, jedna ze swoim imiennie a druga z imieniem partnera. Wodzirej po kolei zadawał nam pytania, a my mieliśmy podnieść kartki z właściwym imieniem. Pierwsze pytanie brzmiało: kto pierwszy powiedział ”kocham cię”? To było łatwe. To byłem ja. Oboje podnieśliśmy kartki z moim imieniem. Następne pytanie to: kto lepiej prowadzi samochód. Z tym było trochę problemów, ale jako facet sądziłem, że to ja. Na szczęście Alexa też tak sądziła. Potem było jeszcze kilka innych pytań np: kto będzie trzymał kasę? kto ma fajniejszych teściów? kto pierwszy wyciąga rękę po kłótni? kto pierwszy zasypia w łóżku? kto będzie zmywał po posiłkach? kto będzie rządził w sypialni?
Na większość z nich odpowiedzieliśmy jednakowo, z czego bardzo się cieszyliśmy.
Potem wybrani do kolejnego zadania byli czterej panowie, którzy mieli w ciągu pół minuty zdobyć jak najwięcej damskich butów. Ten, który zbierze najwięcej wygrywa. Potem graliśmy w znane chyba wszystkim gorące krzesła. Potem zbieraliśmy na wózek dla naszego przyszłego maluszka. Potem był również taniec na gazecie. Odbył się ten konkurs tańca dla panów. Panowie zgłaszali się do zabawy. Zdjęli marynarki i podwinęli spodnie do kolan. Następnie po kolei tańczyli Jezioro Łabędzi, tango, walca, salsę przy stosownym akompaniamencie. Śmiechu przy tym wszystkim było nie mało. Każdy się dobrze bawił.
Gdy nastał ranek i zaczęło już świtać ostatni goście rozeszli się, a my wróciliśmy do swojego pokoju, aby cieszyć się sobą.

**************
No i jak się podoba? Pierwsza jednorazówka na tym blogu. Mam nadzieję, że nie jest taka straszna ;) 
I przypominam też o komentarzach pod ostatnim rozdziałem :)

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 16

No hej :) Jak tam u was? Kolejny rozdział, na który serdecznie zapraszam. Liczę, że Wam się spodoba :D


Rozdział 16

*Per. Jamesa*
Sam. Zupełnie sam pośród 4 ścian. Z własnymi myślami. Jest ich setki, tysiące, miliony. Ale jedna główna nie daje mi spokoju: zostawiła mnie. "Nie kocham cię, nigdy nie kochałam." Te słowa wciąż chodziły mi po głowie nieustannie przypominając jak dałem się wykorzystać. Żywiłem do niej prawdziwe uczucie. Byliśmy tacy szczęśliwi, a ona... Ona tylko udawała. Nie dochodziła ta myśl do mnie. To wszystko było takie trudne. W jednej chwili cały mój świat się zawalił. Odechciało mi się wszystkiego. Odechciało mi się żyć. Oddałem jej moje serce, ona rozwaliła je na kawałki. Myślałem nawet w pewnym momencie, że to ta właściwa dziewczyna. Wiązałem z nią swoją przyszłość. A teraz? Teraz nie mam dla kogo żyć.

*Per. Cat*

- Jak to zostawiła go? - spytała Meg.
Cały czas słuchałam opowieści Jennifer i nie docierało to do mnie. Żadne słowo. Tak mi było go szkoda. A jeśli chodzi o Bridget... Szkoda gadać.
Byłam cały czas opanowana, ale w pewnym momencie puściły mi nerwy.
- Co za szmata! Co za idiotka! Jak ona mogła zrobić coś takiego?! Niech ja ją tylko spotkam, to sobie z nią porozmawiam!
- Cat, spokojnie. Nie unoś się tak. - uspokajała mnie Megan. - I tak nic tym nie zdziałasz.
- Może i masz rację, ale rozpierdala mnie od środka myśl, że tacy ludzie są na świecie.
- Niestety, tacy, a nawet jeszcze gorsi. Dlatego trzeba się uspokoić o pomyśleć jak pomóc Jamesowi. Megan ma rację. Swoimi wrzaskami i wyzwiskami nie naprawisz świata.
- Vic? - pomachałam jakby nieobecnej Victorii ręką przed jej twarzą. - Vic? Jesteś tam?
- Co? A tak, jestem.
- Czemu się tak zamyśliłaś?
- Po prostu ciężko mi się wypowiedzieć. Może powinniśmy się jakoś zebrać i coś wymyślić. Nie głupi pomysł odparłam.
Siedziałyśmy tak do późnej nocy. Myślałyśmy, rozmawiałyśmy, aż w końcu usnęłyśmy.

***Per. Kendalla*
- Chłopaki pójdę do Jamesa. Powinien zjeść z nami. Od rana nawet nie wyszedł z pokoju.
- Idź, choć wątpię, żeby coś to dało. - rzekł Logan.
Wszedłem po schodach i zapukałem do Jamesa. Odpowiedziała mi głucha cisza. Gdy próbowałem otworzyć drzwi okazało się, że są zamknięte.
- James nie wygłupiaj się i otwórz te drzwi.
Cisza. Zacząłem się martwić czemu nie otwiera.
- James, to nie jest ani trochę śmieszne. Otwórz te  drzwi i chodź ze mną na kolację.
I znowu cisza. Zaniepokojony próbowałem jakoś otworzyć te drzwi. W końcu Maslow się odezwał.
- Dajcie mi święty spokój, ok?
- Nie. Martwimy się o ciebie. Poza tym nie spędzisz reszty życia w pokoju.
- Założymy się?
- Możesz mi otworzyć bo stoję tu jak idiota i gadam z drzwiami?
- To przestań gadać i idź sobie.
- Wiem, że to trudne, ale życie toczy się dalej i ...- w tej chwili drzwi się otworzyły.
- Nie. Nic nie wiesz. Nawet nie masz pojęcia co ja teraz czuję. Co z tego, że życie toczy się dalej, co? Po co to wszystko skoro nic nie mam sensu?
- James...
-  Nie, mam dość.
To były jego ostatnie słowa. Potem zamknął drzwi i tyle się z nim nagadałem.
- I co? Zejdzie na kolację? - spytał Carlos.
- Nie sądzę.
- Tak myślałem. - powiedział Logan. - Kendall, czekaj.
- No co tam?
- Mam pytanie: gdzie jest Stella, bo od rana jej nie widziałem.
- Jej kuzynka z rodzinnego miasta urodziła syna i Stella pojechała ich odwiedzić. Przy okazji też spotka się z rodzicami. A co?
- Nic. Po prostu byłem ciekawy. Nie odbierz tego źle. Serio, czysta ciekawość.
- Spoko, nie musisz się tłumaczyć. Jak będziesz z Cat to też ci będę robił takie wywody. - zaśmiałem się.
- A ja pomogę. - odezwał się z kuchni Los również z humorem.
- Nie mam w ogóle pojęcia o czym mówisz. - Logan udawał głupiego i chyba trochę się zawstydził.
- Jasne, jasne. Bardzo dobrze wiesz.
- Chłopaki teraz musimy się zając Jamesem. To jest priorytet.


***następnego dnia***
*Per. Carlosa*
Nasz menadżer zadzwonił, że musimy zjawić się w studiu bo ma nam coś ważnego do przekazania. James oczywiście nie chciał iść. Kazał powiedzieć, że źle się czuje. Nie chcieliśmy go zostawiać samego, więc z pewnym pomysłem poszedłem do naszych sąsiadek.
- O cześć Carlos.
- Cześć Megan. Nie przeszkadzam?
- Nie, wejdź.
- Dzięki. Posłuchaj, mam pewną prośbę do was.
- Jaką?
- James jest w nie najlepszym stanie jak zapewne już wiesz. My musimy jechać do studia, ale on zostaje. Czy mogłabyś później do niego wpaść i zobaczyć czy wszystko w porządku?
- Jasne, nie ma sprawy. Ale tak szczerze: powiedz mi co z nim.
- Siedzi załamany w zamkniętym pokoju i z nikim nie gada.
- Biedak. Szkoda mi go.
- Nie tylko tobie... Dobra ja lecę, bo się spieszę. Dzięki za pomoc.
- Nie ma sprawy. Cześć.
- Cześć.
 Gdy chłopaki pojechali ja udałam się do Jamesa...

*************
Jak wam się podoba? Jak myślicie: co dalej będzie z Jamesem? I co z Cat i Loganem?
Odpowiedzi w komentarzach :)

CZYTASZ-KOMENTUJ :D
10 KOMENTARZY=KOLEJNY ROZDZIAŁ :)

wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 15

Widzę, że trochę ciężko z tymi komentarzami bo dopiero dziś był 10 :/
A skoro obiecałam rozdział to proszę bardzo :) I liczę, że wam się spodoba. Miłego czytania.


Rozdział 15

*Per. Logana*
- Bridget zniknęła... powiedział z bladą twarzą James.
- Jak to zniknęła? - spytał Carlos.
- Nie ma żadnych jej rzeczy i do tego nie odbiera telefonu. Martwię się, bo nie wiem co się stało. Boję się o nią.
Miałem złe przeczucia i chyba domyślałem się o co może chodzić. Jednak na razie nie chciałem nic mówić by nie dołować Jamesa.
- Może pójdź do pokoju i poszukaj czegoś, nie wiem w stylu jakiejś wiadomości od niej czy coś?
Maslow się nie odezwał tylko popędził na górę, a my za nim. Przeszukiwał wszystko, aż w końcu natknął się na jakąś kartkę, która była pewnie od Bridget. Po przeczytanie jej zbladł.
- Co się stało? - spytałem.
- Masz i czytaj. - wręczył mi ową kartkę załamany James po czym sam usiadł na łóżku z głową schowaną w dłoniach.
Zacząłem czytać.


James
Szkoda, że muszę ci to pisać bo o wiele bardziej chciałabym ci to powiedzieć w oczy, aby zobaczyć twoją minę. To koniec. Nie kocham cię. Nigdy nie kochałam. Chciałam tylko twojej kasy, którą w końcu dostałam. Ale ty jesteś naiwny. Chora matka? Skoro serio dałeś się nabrać to ja muszę być na prawdę dobrą aktorką. Mam to co chciałam a teraz znikam. Nie znajdziesz mnie. Choć szczerze powiem, że mi trochę będzie brakować tego domu, w którym tyle przeżyłam nic nie robiąc, a dostając wszystko od ciebie. Teraz zaczynam nowe życie z moim PRAWDZIWYM facetem. A ciebie... Ehh. Pewnie będą pisali jak to "młoda gwiazdeczka się załamie, po tym jak rzuciła go dziewczyna". Chętnie to poczytam, wiesz będzie niezły ubaw.
Do niezobaczenia.
Bridget


Zacząłem przeklinać w myślach, ale Carlos nie był tak opanowany, bo to co ja myślałem, on powiedział. Jak ona mogła mu to zrobić? Wiedziałem od początku, że coś jest nie tak.Wiedziałem, że do siebie nie pasują, że będą z tego problemy. Ale James to mój przyjaciel. Był taki szczęśliwy, więc nie chciałem go dołować. A teraz żałuję, bo jednak trzeba było. Może teraz by tak nie cierpiał.
- Stary... - zaczął Kendall.
- Ja ją tak kochałem. Na prawdę kochałem. A ona... Zrobiła takie coś.
Widać, że ciężko mu było o tym mówić. Nie dziwię się wcale.
- Spokojnie. Będzie dobrze. - próbowałem go pocieszyć.
- Nie Logan. Nic nie będzie dobrze. Dziewczyna, którą darzyłem ogromnym uczuciem zniknęła tak po prostu zostawiając list, że tak na prawdę to wszystko była tylko ściema, i że NIGDY mnie nie kochała. Rozumiesz co to znaczy?
- Posłuchaj teraz ty. Wiemy w jakiej sytuacji się znalazłeś, ale będzie dla ciebie najlepiej jeśli jak najszybciej zapomnisz o niej. To zwykła szmata, skoro zrobiła coś takiego. - powiedział Carlos. 
- Starczy tego. - wkurzył się James - Zostawcie mnie samego. Muszę to przemyśleć. 
*Per. Jennifer*
Cat już się trochę lepiej czuła, a ja poszłam do chłopaków podziękować Loganowi, że się tak zajął naszą Cat. I przy okazji chciałam pogadać o zbliżających się urodzinach Vic. Otworzył mi ten, do którego przyszłam.
- Siemka Logan. - powiedziałam się radośnie. 
- Cześć.- przywitał się ze mną z chyba niezbyt dobrym humorem - Proszę wejdź.
- Dzięki.
Gdy weszłam do środka wszyscy z wyjątkiem Maslowa siedzieli w salonie z przygnębionymi minami. 
- Cześć wszystkim.
- Cześć.
- Chciałam podziękować ci Logan, że wczoraj zająłeś się Cat oraz chciałam pogadać o urodzinach Vic, ale widzę, że chyba przyszłam nie w porę. Coś się stało?
- Tak.
- A mogę wiedzieć co? Ale jak nie chcecie mówić to zrozumiem.
- Bridget wyjechała zostawiając to. - Logan podał mi jakąś kartkę, którą natychmiast przeczytałam. Nie mogłam uwierzyć w to, co tam jest napisane. Jak ona tak mogła?!
- O mój Boże...
- Nas też to przeraża. A teraz pomyśl co czuje James. - powiedział Kendall.
- Jak on się trzyma?
- Siedzi zamknięty w pokoju i nie chce z nikim gadać. 
- Jak ona mogła mu zrobić coś takiego? Kurde, od razy po tamtej rozmowie powinnam mu powiedzieć, co słyszałam, i że coś nie gra. 
- Zaraz... O jakiej rozmowie mówisz? - spytał Carlito.
- Gdy byliście kiedyś u nas, a ja z Meg poszłyśmy po jakiś prowiant do kuchni, słyszałyśmy jak Bridget rozmawia z kimś przez telefon. Była to dość dziwna rozmowa. Z tego co pamiętam to mówiła, że wie jaki jest plan, ktoś tam się niczego nie domyśla, i że wszystko zrobi tak, że ten ktoś się nawet nie zorientuje.
- I teraz wiemy o kogo i o co jej chodziło dokładnie. - powiedział Kendall.
- Wiedziałem, że z tymi pieniędzmi to jakiś przekręt. - burknął pod nosem Logan. 
- O jakich pieniądzach mówisz? - spytał Los.
- Ostatnio, gdy wróciłem do domu zastałem Bridget i Jamesa kłócących się. Mówili o pieniądzach na operację dla ciężko chorej matki Bridget. James obiecał jej pomóc.
- Zasadziła się na niego, rozkochała w sobie, zabrała kasę, a potem nawiała. Ja mu serio współczuję. - odezwał się Kendall.
- Nie obrazicie się jak powiem o tym dziewczynom? Sądzę, że powinny wiedzieć aby nie palnęły jakiejś głupoty podczas rozmowy. 
- Jasne, nie ma sprawy. Z resztą jak im powiesz to może wpadną na pomysł jak pomóc Jamesowi, bo my na razie nie wiemy co robić.
- Jasne. To ja lecę. Pa.
Gdy wróciłam do domu i wszystko im opowiedziałam nie mogły uwierzyć...

***************
 I jak? Co sądzicie o zachowaniu Bridget? I jak się to wszystko potoczy dalej? 
10 KOMENTARZY=KOLEJNY ROZDZIAŁ

niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 14

Cieszy mnie to bardzo, że pomimo mojej długiej nieobecności moi czytelnicy chcą wciąż czytać bloga. A więc zapraszam na...

Rozdział 14

*Per. Cat*
Obudziły mnie rano promienie słońca wpadające przez okno. Przypominał mi się w tym czasie mój wczorajszy wieczór z Loganem. Było tak miło, tak niesamowicie, tak zabawnie, tak... Brak mi słów po prostu. On jest super facetem. Szczerze to mam nadzieję, że na kolejne spotkanie ale o zależy od Logana. Z uśmiechem na ustach wstałam z łóżka i poszłam do łazienki się ogarnąć, a przede wszystkim ubrać. Było mi trochę chłodno, pomimo że dziś był dość ciepły dzień. Zeszłam na dół na śniadanie, gdzie znajdowała się już reszta.
- Hejka Cat. Kawy? - spytał Jen.
- Cześć dziewczyny. I tak poproszę.
Po tym jak zrobiłam sobie śniadanie oraz dostałam kawę. Dziewczyny usiadły dookoła stołu i wlepiały swoje oczy we mnie.
- Dobra, o co wam chodzi? Patrzycie na mnie z takimi dziwnymi minami, że zaczynam się bać. Jen czy ty mi coś dodałaś do kawy?
- Nie.
- Ok, to w taki razie mogę się dowiedzieć o co wam chodzi? Bo chciałabym w spokoju zjeść śniadanie.
- OPOWIADAJ!!!
A więc o to im chodziło. W sumie nie powinnam się dziwić. Jak wieczorem wróciłam to już wszystkie były w swoich pokojach. Inaczej pewnie przesłuchanie odbyłoby się wieczorem.
- No niech wam będzie. A więc poszliśmy do restauracji i zjedliśmy pyszną kolację, - zdecydowałam ten nieprzyjemny wątek ominąć - a potem udaliśmy się na spacer i w końcu oboje wylądowaliśmy w fontannie.
- Awwwwwww. Jak miło. Ale czekaj. Jak to w fontannie?
- Krótko mówiąc nabijałam się z Logana, a on za karę mnie wrzucił do fontanny. A że moja wredna natura nie chciała ustąpić, pociągnęłam go za sobą.
Nagle w całym domu dało się słyszeć nasze śmiechy, które przerwałam kichnięciem.
- Wiesz, chyba kąpiel w fontannie niezbyt ci służy. - odezwała się Meg. Chyb a masz rację. Pójdę się lepiej położyć.
- Cat poczekaj. Bo mnie dziś nie będzie w domu. Moi rodzice przylatują dziś z Nowego Jorku i obiecałam się z nimi spotkać. - powiedziała Vic.
- Jasne, leć.
- My dwie miałyśmy iść na zakupy, ale samej i chorej cię nie zostawimy.
- Jedźcie dziewczyny. Dam sobie radę.
- Na pewno?
- Jasne. Poleżę, odpocznę, to mi pomoże.
- Ok, ale jak coś to dzwoń.
- Obiecuję.
*Per. Megan*
Bardzo chciałam iść na te zakupy, ale martwiłam się o Cat. Postanowiłam po drodze wpaść do chłopaków i poprosić, żeby któryś z nich później do niej zajrzał. Zapukałam do drzwi. Otworzył mi James.
- Hej Megan. - uśmiechnął się do mnie.
- Hej James. Mam do was małą prośbę.
- To chodź, zapraszam do środka.
- Nie, dzięki. Jen na mnie czeka więc muszę się uwijać. Jest sprawa do was, A raczej ogromna prośba.
- Zamieniam się w słuch.
- Ja, Jen i Vic wybywamy dziś z domu, a Cat się trochę rozchorowała. Niby powiedziała, że da sobie radę sama, ale...
- Chcesz żeby ktoś z nas później do niej zajrzał i zobaczył czy wszystko ok?
- Byłabym bardzo wdzięczna.
-Nie ma sprawy. Powiem Loganowi. - mrugnął do mnie. Zrozumiałam o co mu chodzi.
- Bardzo dobry pomysł. A teraz serio muszę lecieć. Cześć James.
- Cześć Meg.
*Per. Jamesa*
Gdy zamknąłem drzwi Bridget podeszła do mnie z pytaniem:
- Kto to był?
- Megan. Cat jest chora, a ich nie będzie dziś w domu i prosiła, aby ktoś z nas później do niej wpadł.
- Masz na myśli Logana, prawda?
- Oczywiście, że tak.
- Rozmawiacie o mnie? - pojawił się w salonie sam zainteresowany.
- Tak. Megan była tu przed chwilą i powiedziała, że Cat jest chora oraz, że nie będzie ich dziś w domu. Prosiła, żeby ktoś odwiedził Cat później.
- Z chęcią pójdę. - zaczął się szczerzyć.
- To to ja od razy wiedziałem.
- Dobra, nie wiem jak wy ale ja idę na śniadanie.
 - Zaraz przyjdziemy. - Gdy Logan się oddalił powiedziałem do Bridget. - Przesłałem na twoje konto pieniądze na operację twojej mamy. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
- Ja również James. Ja również.
* Per. Logana*
Poszedłem do domu dziewczyny. Otworzyła mi oczywiście Cat.
- Logan? A co ty tutaj robisz?
- Przyszedłem w odwiedziny. Mogę wejść?
- Oczywiście.
- Jak się czujesz, bo słyszałem, że nie najlepiej.
- Wiesz, gdybyś mnie nie wrzucił do fontanny byłoby lepiej. - odpowiedziała z uśmiechem i mrugnięciem oka.
- Ok, to zmykaj do łóżka a ja się tobą zajmę.
- Co?
- Słyszałaś, do łóżka. Zaraz ci przyniosę herbatę z cytryną i sokiem malinowym i to tego leki. Na pewno pomoże.
- Nie musisz...
- Ale chcę uparciuchu.
- Nie mam siły się dziś z tobą kłócić więc zgoda. - powiedziała i pomaszerowała do swojego pokoju.
Przygotowałem jej herbatę i coś do jedzenia, żeby nie brała leków na pusty żołądek. Potem przesiedziałem u niej cały dzień do powrotu dziewczyn. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Potem wróciłem do siebie.
***następnego dnia***
Obudził mnie krzyk z salonu. Zbiegłem po schodach, żeby zobaczyć co się stało. Stał tam James z przerażoną miną.
- Co się stało? - spytałem.
- Bridget zniknęła...
***********
Zaczyna się pomału robić dramatycznie. Od następnego rozdziału będzie coraz ciekawiej, obiecuję. Jak myślicie dlaczego Bridget zniknęła? Odpowiedzi w komentarzach :)

10 KOMENTARZY=KOLEJNY ROZDZIAŁ :D

środa, 20 listopada 2013

Rozdział 13

Hej, hej, witam was. Obiecałam rozdział, więc jest. Pod notką również małe info, które chce żebyście przeczytali. A teraz miłego czytania. :)


Rozdział 13

*Per. Cat*
- Proszę, oto państwa zamówienie. - podał nam nasze potrawy kelner.
- Dziękujemy. - podziękował mój towarzysz.
- Posłuchaj: może usiądziemy i w spokoju zjemy te pyszności i zapomnimy o tej sytuacji, która się przed momentem wydarzyła? Co ty na to?
- Jasne. 0 odpowiedziałam niepewnie.
Nie daruję tego sobie. Zrobiłam z siebie kompletną idiotkę, podczas gdy on po prostu chciał, aby to był miły wieczór.
- Muszę cię na chwilę przeprosić. Pójdę do toalety i zaraz wracam.
- Ok. To ja czekam. - odparł.
Poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro : Dziewczyna jak każda inna, a jednak ktoś taki jak Logan Henderson ją docenił - pomyślałam i uśmiechnęłam się do siebie. Następnie poprawiłam makijaż i udałam się w stronę stolika, przy którym siedział brunet i widać, że regulował rachunek.
- Już zapłaciłeś?
- Tak. Pomyślałem, że wyjdziemy stąd wcześniej i pójdziemy na jakiś spacer.
- Jestem jak najbardziej za. - odparłam uśmiechnięta.
- A może pospacerujemy po tym parku obok naszych domów?
- Szczerze: sama miałam to zaproponować.
Podczas jazdy samochodem słuchaliśmy muzyki. Gdy dotarliśmy Logan zaparkował pod swoim domem.
- To jak? Idziemy? - spytał gdy otwierał mi drzwi.
- Oczywiście.
Chodziliśmy oświetlonymi alejkami parku. Gwieździste niebo znajdowało się nad nami, a księżyc, który był akurat w pełni dodawał swo
jego uroku.
- Przepięknie tu jest. - powiedziałam.
- Tak. Potwierdzam. Cisza dookoła.
- O tej porze to w sumie normalne. No chyba że jacyś menele czy zboczeńcy.
Zaśmialiśmy się oboje.
- Jakby co nie musisz się martwić. - powiedział Logan - obronię cię własną piersią.
W tej chwili stanął z wypiętą klatą do przodu, a ja zaczęłam się śmiać.
- No wiesz co? To ja tu chce życie ryzykować, a ty się ze mnie nabijasz? Oj, nie ładnie, nie ładnie panno Cat. - zabawnie pokręcił głową.
- Ależ ja się wcale nie śmieje panie Loganie. - udawałam powagę.
- Czyżby? - spytał również udając poważnego.
- Oczywiście.
- No to zaraz zobaczymy czy będzie ci do śmiechu. - powiedział Henderson i zaczął mnie gonić po parku. Szybko mnie złapał bo ja w butach na obcasach nie miałam z nim szans wygrać. Potem podniósł mnie i szedł w stronę wielkiej fontanny.
- Nie Logan, proszę, zlituj się. - prosiłam go bo domyślałam się co za chwile chce zrobić.
- O nie. Teraz musisz odpokutować. - zaśmiał się a ja po chwili wylądowałam w fontannie.
- No i widzisz co narobiłeś?! Jestem teraz przez ciebie mokra. - wkurzyłam się na niego, ale już w głowie miałam plan zemsty..
- Przepraszam, ale nie moglem się powstrzymać. - odparł rozbawiony.
- To teraz pomóż mi stąd wyjść. Wtedy może ci wybaczę. - mrugnęłam do niego.
Gdy podał mi swoją rękę wciągnęłam go do wody.
- No wiesz co? Jak mogłaś? - Logan był rozbawiony całą tą "wodno-fontannową" sytuacją. Potem chlapaliśmy się wodą jak małe dzieci. Następnie cali przemoczeni wróciliśmy do domów w
dobrych humorach.
*Per. Logana*
To był cudowny wieczór. Świetnie się bawiłem z Cat. Gdy wszedłem do domu usłyszałem krzyki Jamesa i Bridget.
- I niby ja mam uwierzyć, że to był twój brat?! - Maslow był nieźle wkurzony.
Wierz sobie w co chcesz, ale przykro mi, że już mi nie ufasz! - Bridget się rozpłakała.
- Aha. Czyli mam rozumieć, że twój brat dzwoni do ciebie po to, aby pogadać o moich pieniądzach?!
- A żebyś wiedział. Nasza matka jest ciężko chora i potrzebuje drogiej operacji. Dzwonił po to, aby spytać, czy byś nam nie pożyczył tej forsy!
- O mój Boże. Bridget... Ja... przepraszam. Nie wiedziałem. - odparł smutno James
- Daj sobie spokój i zapomnij. Nie chce twojej litości. - Bridget wcale mu nie ułatwiała.
- Jeśli ta sytuacja na prawdę jest poważna to oczywiście, że pożyczę wam kasę.
- Nie chcę twoich pieniędzy. Potem będziesz ciągle mi to wypominał.
Coś tu było nie halo. Bridget coś kręciła.
- Kochanie, uspokój się i przestań krzyczeć. Niczego ci nie będę wypominał. Chcę pomóc. Naprawdę. Proszę cię.
-Ja... Sama nie wiem.
- Ale ja wiem. Zapłacę za tą operację.
- Tylko ja nie wiem kiedy my ci to oddamy.
- Nie musicie mi nic oddawać. I nie sprzeczaj się ze mną. Zdrowie jest najważniejsze.
Wtedy wszedłem do pokoju i zobaczyłem ich przytulających się oraz "dziwną" minę Bridget.
- Co tam zakochańce? - spytałem dla niepoznaki.
- Ok. A jak tam randka? - zadał pytanie Maslow.
- Było świetnie.
Po chwili w salonie pojawiła się reszta domowników.
- Wiesz, nie wiem co wy robiliście, ale skoro wracasz przemoczony od stóp do głów to pewnie było ciekawie. - Kendall zaczął się ze mnie nabijać.
- Skoro tacy jesteście to wam nic nie powiem. Cześć.
- Ej...

***************
No i jak się podoba? Może niezbyt ciekawy, ale od kolejnego rozdziału będą ciekawsze momenty, to wam mogę obiecać. Jak myślicie czy Bridget coś kombinuje czy mówi prawdę? I co myśli Cat o minionej randce? 

 A teraz wcześniej wspomniane info!!!
Mam wrażenie, że coraz mniej osób czyta tego bloga, oraz coraz mniej komentuje. Nie wiem czy dlatego, że jest nudny czy są inne powody. Zastanawiałam się nad usunięciem bloga, ale wpadłam na pewien pomysł. Dlatego mam prośbę: napiszcie pod tym postem w komentarzach co wam się podoba, a co nie oraz co byście chcieli zmienić. Dzięki wam będę mogła w jakiś sposób ulepszyć tego bloga. Z góry wszystkim dziękuję. :*


10 KOMENTARZY = KOLEJNY ROZDZIAŁ :D